Jest kilka takich psalmów, które oburzają zniewieściałych "dialogistów" jednocześnie niezmiernie ekscytując zaaferowanych "katoli". Tak się składa, że są to często również psalmy, które ze względu na "trudności psychologiczne", "otwartość" albo inne "znaki czasu" zostały usunięte w zreformowanym brewiarzu. Jednym z nich jest psalm 13 (w nowej notacji 14 - ten akurat ostał się w liturgii) zaczynający się od słów "Mówi głupi w sercu swoim: nie ma Boga". W polskim przekładzie Biblii Tysiąclecia pierwsze wersy wyglądają następująco:
Mówi głupi w sercu swoim: "Nie ma Boga".
Zepsuci są, ohydne rzeczy popełniają,
nie ma nikogo, kto by czynił dobrze.
Dialogista gotów przeprosić, "no, nie wypada" i szybko, z pewną dozą ostentacyjnego zniesmaczenia, przejść do newralgicznych zagadnień krytyki biblijnej - wszak "nie wiadomo, czy król Dawid faktycznie istniał, a naaawet jeśli istniał", itd. Poczciwy katol zaś widzi czarno na białym - wszyscy ateiści to idioci, bach, mamy was!
Psalm faktycznie jest w całości lamentem Dawida nad zepsuciem, ale zawiera w sobie pewną nieścisłość: oto raz przeciwstawia się losy "biedaka" i całego narodu Bożego tym, "którzy nie wzywają Boga" i "lud mój pożerają", z kolei innym razem przeciwstawia się po prostu Pana Boga ludziom, którzy "wszyscy razem zbłądzili", bo "nie ma ani jednego kto by czynił dobrze". To zaś niedopowiedzenie powoduje, że psalm mówi jednocześnie o wymiarze eklezjalnym i indywidualnym, które są nierozerwalne w planie zbawienia (nie można się zbawić poza ludem Bożym, ale nie wystarczy w nim być, żeby podobać się Panu Bogu).
Wróćmy jednak do naszych dialogistów i katoli. Jeśli przeczyta się ten psalm ciągiem, najlepiej w przekładzie św. Hieronima - a więc bez znaków edycyjnych, to wychodzi to tak (pierwszy wers):
Na koniec zaś - dla wątpiących dialogistów, dla rozgniewanych katoli, dla tych, którzy widzą już tylko zło, dla bojowników z racjonalisty.pl, ogólnie dla wszystkich - kolejny odcinek Wakacji z Ojcami!

odc. 3 "Do spa - tylko z Pafnucym!"
Psalm faktycznie jest w całości lamentem Dawida nad zepsuciem, ale zawiera w sobie pewną nieścisłość: oto raz przeciwstawia się losy "biedaka" i całego narodu Bożego tym, "którzy nie wzywają Boga" i "lud mój pożerają", z kolei innym razem przeciwstawia się po prostu Pana Boga ludziom, którzy "wszyscy razem zbłądzili", bo "nie ma ani jednego kto by czynił dobrze". To zaś niedopowiedzenie powoduje, że psalm mówi jednocześnie o wymiarze eklezjalnym i indywidualnym, które są nierozerwalne w planie zbawienia (nie można się zbawić poza ludem Bożym, ale nie wystarczy w nim być, żeby podobać się Panu Bogu).
Wróćmy jednak do naszych dialogistów i katoli. Jeśli przeczyta się ten psalm ciągiem, najlepiej w przekładzie św. Hieronima - a więc bez znaków edycyjnych, to wychodzi to tak (pierwszy wers):
dixit insipiens in corde suo non est deus corrupti sunt et abominabiles facti sunt in studiis suis non est qui faciat bonum non est usque ad unum...I wtedy można się zastanowić, czy nie odczytać tych słów w ten sposób (zwracam uwagę na cudzysłów):
Mówi głupiec w sercu swoim: "Nie ma Boga! Zepsuci są i stali się obrzydliwi w swoich wysiłkach, nie ma nikogo, kto czyniłby dobro, nie ma ani jednego!"zwłaszcza, że następny werset wprowadzając niejako przeciwwagę dla słów głupca, mówi o Panu Bogu, który patrzy na synów ludzkich, ut videat si est intellegens (aut) requirens Deum - aby przekonać się, czy jest wśród nich rozumny szukający Boga. Zasadą głupoty jest tu bowiem niedostrzeganie Boga. Ale, zauważmy od razu, nie trzeba być przecież specjalnie mądrym, żeby dostrzegać Go, gdy jest (gdyby był) widoczny. Próbą mądrości dla ludzi jest dostrzec Go, gdy zewsząd jawi się zło. Oto jeden werset psalmu wyraża dramat moralistów wszystkich czasów - unde malum?! - mędrcem nie jest ten, kto oburza się widząc zło, lecz ten, kto mimo powszechnego zła potrafi odnaleźć Boga, a więc również dobro, sens i pokój. Dlatego inny psalm dodaje, że "początkiem mądrości jest bojaźń Boża", czyli synowskie chodzenie w nieustannej obecności Bożej. Za czasów Dawida nie było ateistów sensu stricto, i trudno sądzić, żeby król-poeta myślał w kategoriach resentymentu frustrata. Jednak nie znaczy to automatycznie, że skoro żył właśnie wtedy, z konieczności należy patrzeć na jego słowa przez pryzmat obłudnej elegancji, która nie pozwala nazywać rzeczy po imieniu. Poprzeczkę mądrości postawiono w zasięgu ręki - choć nie dosięgają jej ani demaskatorzy zła, ani ci, co udają, że go nie ma.
Na koniec zaś - dla wątpiących dialogistów, dla rozgniewanych katoli, dla tych, którzy widzą już tylko zło, dla bojowników z racjonalisty.pl, ogólnie dla wszystkich - kolejny odcinek Wakacji z Ojcami!

odc. 3 "Do spa - tylko z Pafnucym!"
Pewnego brata we wspólnocie oskarżono o rozpustę: on wstał i poszedł do abba Antoniego. I przyszli bracia z tej wspólnoty, aby go uleczyć i zabrać; zaczęli go też karcić mówiąc: "Zrobiłeś coś takiego!" A on się bronił: "Wcale nic takiego nie zrobiłem!" Przypadkiem znajdował się tam także abba Pafnucy "Głowacz" i powiedział im taką przypowieść: "Widziałem na brzegu rzeki człowieka tkwiącego w błocie po kolana; i przyszli jacyś ludzie, żeby mu podać rękę, i pogrążyli go aż po szyję". Wtedy abba Antoni powiedział do nich o abba Pafnucym: "Oto prawdziwy człowiek, który potrafi leczyć i ratować dusze". Bracia skruszeni słowami starców, ukorzyli się przed tym bratem, a zachęceni przez ojców, zabrali go z powrotem do wspólnoty.
2 komentarze:
Genialne!
o matko, toż to spowiednikom wszystkim trzeba czytać!
tonisia
Prześlij komentarz