
Każdy spotkał w swoim życiu ciotkę, babkę, albo po prostu jakąś kobietę, które coś łączy: są zawsze gotowe do pomocy. I jeszcze jedno: mają przeczucie. Nie, nie mówię tu o tzw. "kobiecej intuicji", czy empatii, które są jakąś wypadkową doświadczenia i wrażliwości na poziomie - powiedzmy - "przedwiedzy", tego, co nie zostało jeszcze nazwane w procesie dyskursywnym, co jednak jest naturalne i użyteczne w codziennym życiu. Wymieniłem zaś kobiety, bo statystycznie częściej dotyka je ten stan. Empiria zgodna jest tu z biblijnym opisem stworzenia - zanim Pan Bóg wyprowadził Ewę z żebra Adama, przyprowadził do mężczyzny wszystkie stworzenia, aby to on je ponazywał. Jakby mężczyzna naturalnie predestynowany był do "nazywania", a kobieta do "przeżywania".
Chodzi mi raczej o ten skorumpowany stan, w którym przeczucie przejmuje całkowitą kontrolę nie tylko nad życiem nieszczęsnej niewiasty, ale również dotyka jej otoczenie. Zawsze znajdzie się jakiś powód, jakieś "coś". Można jej przedstawić tonę kontr-sylogizmów, że nie, myli się ciocia. Niestety terroryzm przeczucia wyciąga swoją ostateczną broń nieodpartej tautologii "nie, bo nie", "no bo tak", a w ostateczności przybiera kształt - jak na (sokratejską) ironię - "uczonej niewiedzy" a rebours: "nie wiem, ale... (i tak swoje wiem)". Na tym nie koniec - ileż to razy przychodzi nam w zdumieniu wysłuchiwać tryumfalnego "a nie mówiłam?!". Tak, przeczucia się sprawdzają. A gdy rozum śpi... Po prawdzie dotyka to też czasem (choć znacznie rzadziej) mężczyzn, u których naturalna zdolność dyskursywnej argumentacji zostaje przyćmiona przez przerośniętą (skoro musi "pokonać" naturalną skłonność) intuicję. Mężczyzna taki jest gwałtowny i bardzo żarliwy w mowie. Typ wizjonera. Wyparta dyskursywność dochodzi jednak do głosu w sprawności retorycznej. Oto ktoś na kształt Tolkienowskiego Sarumana - "czarnoksiężnik", który gładkim słowem jest w stanie przekonać każdego do najbardziej nawet absurdalnej wizji, jeśli tylko... ktoś zacznie go słuchać. (Typem analogicznego spustoszenia jest kobieta obdarzona wysoką inteligencją, która jednak "naturalnie" kieruje się ślepą lub podsycaną emocją - sprawne rozumowania, które na odbiorcach robią wrażenie rzetelnych i chłodnych, faktycznie są tylko na usługach jakiegoś nieokiełznanego uczucia).
Ojcowie pustyni, którzy nie mieli do czynienia z ciotkami-terrorystkami, doświadczali tych problemów na własnej skórze. Mówi bowiem Pismo: "dajesz mi poznać wszystkie drogi życia". Ale kto ma "Pana zawsze przed oczami", ten potrafi odpowiednie dać rzeczy słowo.
Odc. 4 "I gotta feellin"

Ojcowie pustyni, którzy nie mieli do czynienia z ciotkami-terrorystkami, doświadczali tych problemów na własnej skórze. Mówi bowiem Pismo: "dajesz mi poznać wszystkie drogi życia". Ale kto ma "Pana zawsze przed oczami", ten potrafi odpowiednie dać rzeczy słowo.
Odc. 4 "I gotta feellin"
Jacyś bracia przyszli do abba Antoniego, aby mu opowiedzieć o swoich widzeniach i dowiedzieć się od niego, czy są prawdziwe, czy też pochodzą od złych duchów. A mieli ze sobą osła, i ten im w drodze zdechł. Kiedy więc przyszli do starca, on pierwszy odezwał się do nich. "Jakże to osiołek padł wam w drodze?" Oni na to: "A skąd wiesz, abba?" On zaś rzekł im: "Złe duchy mi powiedziały". Odrzekli bracia: "Myśmy właśnie przyszli, żeby się ciebie poradzić w tej sprawie: bo miewamy widzenia, i często się sprawdzają, więc żeby nas szatan nie oszukiwał". I starzec przekonał ich na przykładzie sprawy z osłem, że te widzenia są od złych duchów.

1 komentarze:
Prześlij komentarz