
Podaję fragment tekstu, który napisałem po ukazaniu się artykułu Wandy Nowickiej.
(...) Komentując projekt legislacyjny Wanda Nowicka stwierdza, że „ustawa stanowi zbyt dużą ingerencję w prywatne życie obywateli, by społeczeństwo bez protestów dało sobie odebrać swoje fundamentalne prawa". Tymi „fundamentalnymi prawami", na które powołuje się autorka są tzw. „prawa reprodukcyjne". Historycznie rzecz biorąc można przypomnieć, że są to prawa proklamowane na kolejnych konferencjach Narodów Zjednoczonych dotyczących „praw człowieka" (Teheran, Kair, Pekin...). Jaka jednak jest racja, na której opierają się owe prawa? Nie znajdziemy tej racji ani w medycynie, ani w biologii - prawo bowiem dotyczy sfery wolności, która nie jest pojęciem medycznym ani biologicznym. Otóż racją dla tych praw nie jest nic innego, niż stwierdzenie, „że uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju świata", które zawiera Preambuła Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Jeśli więc Nowicka mówi o „prawach reprodukcyjnych", to przecież wyciąga jedynie wnioski z apriorycznej przesłanki „przyrodzonej godności" każdego człowieka. Godność ta nie jest jednak pojęciem „naukowym", nie da się jej wywieść z nauk przyrodniczych - biologia nie wie co to „godność", podobnie medycyna. Godności nie da się również wywieść z dyskursu materialistycznego - dla konsekwentnego materialisty godność osoby nie powinna znaczyć dokładnie nic. Samo pojęcie osoby pochodzi bowiem z zupełnie innej tradycji, z tradycji, która w końcowej fazie przyjęła formułę XX-wiecznego personalizmu, a więc pewnego stanowiska filozoficznego, a nie „naukowego". Przyjmując światopogląd „naukowy" praktycznie nie da się też argumentować ze „szczęścia", albowiem szczęście również nie jest znane naukom przyrodniczym. Jeśli więc godność jest pojęciem filozoficznym, to nie sposób wyrokować o niej wyłącznie w oparciu o kategorie medyczne. Dlaczego dziecko 5 minut przed porodem (5 tygodni, bądź 5 miesięcy - wszystko jedno: od zapłodnienia do narodzin mamy do czynienia z ciągłym procesem) ma jeszcze nie mieć godności, a minutę po porodzie już tak?Możemy udawać, że nie pamiętamy skąd się wzięły te koncepcje, ale nie możemy zapomnieć, że siła naszych argumentów zasadza się na racjach, z których one wynikają. Gdy zaś Kościół zwraca uwagę, że godność powinniśmy przyznać każdemu człowiekowi od momentu poczęcia - co wynika z silnych racji filozoficznych, pokrewnych wobec tych, z których zrodziła się ONZ-owska Deklaracja - to w debacie pojawia się moment, który nie dotyczy wcale kwestii wyznaniowej, lecz filozoficznego pytania o status zarodka ludzkiego. Warto przypomnieć, że bez wewnątrzkościelnej debaty teologicznej we wczesnym średniowieczu, najprawdopodobniej nie posługiwalibyśmy się dziś ani terminem „osoba", ani tym bardziej „godność osoby".Nawet jeśli kwestia ta nie jest dla wszystkich oczywista, to należy przynajmniej uczciwie przyznać, że jest problemowa i może się okazać, że język „praw reprodukcyjnych" rozpada się w konfrontacji z rzetelnie postawionym problemem in vitro, ponieważ na jego gruncie argumentuje się wychodząc z godności przeciw... godności, a to znaczy, że jest to język wewnętrznie sprzeczny. Tymczasem traktowanie „praw reprodukcyjnych" jako niepodważalnej oczywistości narusza właśnie „pluralizm i neutralność światopoglądową" debaty, ponieważ przyjmuje jako pewne to, co jest tylko domniemane, a więc stanowi zachowanie ideologiczne. Neutralność światopoglądowa nie polega przecież na negacji światopoglądów innych niż mój własny, lecz na szukaniu racji wspólnych w każdym światopoglądzie. (...)
0 komentarze:
Prześlij komentarz